sobota, 6 kwietnia 2013

Etap pierwszy-planowanie – co i gdzie zjeść.


O ile szeroko pojęty Wschód znamy juz całkiem nieźle o tyle 12 kwietnia pierwszy raz ruszamy na drugą, zachodnią półkulę a dokładnie jej południowy fragment. W planach trasa może niezbyt oryginalna, bo obejmująca Peru, Boliwię i Chile, ale traktujemy ją, jako pewnego rodzaju zakąskę, która pozwoli nam odrobinę zasmakować w Ameryce Łacińskiej i jednocześnie pobudzi nasze umysły i podniebienia do kolejnych podroży w te strony.

Jak zwykle przygotowania do wyjazdu dzieliliśmy między czystą logistykę i opracowywanie trasy, czego efekty widać poniżej (oczywiście zakładając też jej spontaniczne modyfikacje) a studiowanie tradycji kulinarnej regionu, naukę nazw dań, których koniecznie musimy spróbować i reportaże kulinarne tych co Amerykę Łacińską od kuchni juz odkryli. Wątpliwość jak na razie mam jedną - uda nam sie tego wszystkiego spróbować? Wyruszamy z nadzieja ze przynajmniej część gastronomicznych przygotowań nie pójdzie na marne i podstawowy głód jakoś w 3 tygodnie zaspokoimy.

Z przeczytanych do tej pory pozycji Peru jawi się, jako mekka kulinariów Ameryki Łacińskiej, Lima, jako centrum kulinarnego misterium. Ponadto chyba w tym jedynym przypadku w kolonizacji europejskiej XVI wieku można znaleźć jej pozytywny rezultat w postaci nowych składników dań, które przypłynęły z Europy i które tubylcy sprytnie zintegrowali z własną kuchnią, ale które jej nie wyparły. I tak z Hiszpanami przypłynęła nie tylko rozpacz i zaraza, ale i cebula i limonka, bez której paru typowo peruwiańskich dań wyobrazić sobie nie można. Tu jedynie w całej historii odkryć geograficznych można rzec - chwała im za to! Chińczycy natomiast w XIX w. przywieźli sos sojowy i imbir, który na stale rozgościł się sie na peruwiańskich stolach a liczba chińskich restauracji w Limie wynosi podobno ok. 5 000. Francuzi dodali jeszcze trochę crème fraîche a Włosi parmezan i oto mamy prawdziwa kuchnię fushion z tym ze nie tworzoną przez bardzo wyedukowanych kucharzy w drogich europejskich restauracjach, ale oryginalną, będącą wynikiem stuleci mieszania sie wpływów i chyba śmiało można powiedzieć też upartości kulinarnej Peruwiańczyków. W Peru lista "to eat" jest długa i intrygująca zobaczymy ile sie uda zrealizować a raczej zjeść!

A cóż czeka nas w Boliwii, raczej niespodzianka. Wszystko, co do tej pory studiowaliśmy wskazuje, że po przekroczeniu granicy czeka nas spore uproszczenie przepisów, dominacja jakże bliskich polskim żołądkom ziemniaków i dużo street foodu. W Chile natomiast planujemy dosłownie zaspokoić pragnienie i chwile odpocząć nad oceanem czerpiąc z tego, co nam miejscowi kucharze zaproponują. Pozostajemy otwarci i łakomi!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz