Skoro Lima to ośmiornica a ośmiornica to owoc morza czyli jedzenie więc będąc w stolicy Peru nie można pominąć degustacji dania narodowego - cebiche. Cebiche czyli surowa ryba lub inne morskue zwierzątko zaamarnowana w soku z limonki, cebuli, chilli i kolendrze. W ilości takiej ( bez względu na miejsce konsumpcji) że każdy szanujacy się japoński kucharz byłby z jednej porcji w stanie przyrządzić tygodniowy zapas sashimi. O ile w sashimi stawia sie na minimalizm o tyle Peruwiańczycy serwując cebiche idą na maksa. Porcje są wielkie, bardzo limonkowe i dość pikantne a na zakończenie najlepieć wypić soczek, w którym pływa całość. Zresztą w miejscu gdzie pierwszy raz tego dania spróbowaliśmy (knajpa La Choza Nautica) w karcie figuruje odzielne danie pt. Leche de cebiche czyli dostaje się lampkę samej marynaty przyozdobioną jakimś morskim rarytasem.
Jeśli jest prawdą, że układ pokarmowy człowieka jest przystosowany do jedzenia surowych produktów to cebiche musi być dla niego istnym balsamem. Żeby jeszcze poprawić efekt postanowiliśmy udać się do źródeł czyli rybackiego portu - Chorillos na samym końcu dzielnicy Barranco. Targ rybny dość malowniczy przez wszechobecne i wcale nie bojące się ludzi pelikany, a obok kilkadziesiąt maleńkich knajpek serwujących m.in. najświeższe w Limie cebiche. Wycieczka do portu miejskim autobusem długa, ale smak nam wszystko wynagrodził.
Poza tym w Limie zjedliśmy swój pierwszy Tamales (masa kukurydziana pieczona w liściach bananowca z sosem na bazie limonki, chilli i cebuli), odwiedziliśmy muzeum gastronomii i spróbowaliśmy idealnej kuchni peruwiańsko-chińskiej w postaci zabielanego rosołu z kury serwowanego ze szczypiorkiem, popiekaną kukurydzą, limonką czywiście i ostrym sosem. Lima jest zdecydowanie nie tylko piękna, ale i pyszna. I jest bezpieczna, oczywiście przy zachowaniu zdrowego rozsądku!












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz