niedziela, 24 marca 2013

Irlandzkie inspiracje - strumień świadomości Jamesa Joyce'a



Cóż, najwyższy czas rozpocząć nasza przygodę z blogiem. Pech lub też szczęście wskazało na Dublin. Zaiste miłe miejsce. Gdyby Irlandia w dalszym ciągu wchodziła w skład Zjednoczonego Królestwa byłbym uprawniony do porównań iście federacyjnych, rodem z byłej Jugosławii.  Londyn to rzecz jasna Belgrad, Edynburg - Zagrzeb, Belfast - Skopje a Dublin... cóż będę bezlitosny... Podgorica :)

Taki jest Dublin - prowincjonalny do bólu i niezobowiązujący, gdzie czas płynie powoli, nikomu się nie spieszy. Idealnie, żeby idąc z/do pracy wstąpić na Guinessa (ta nazwa będzie przewijać się w moim wpisie jeszcze wielokrotnie)

Otóż zjawiłem się na dwa dni w Dublinie. Pokonując środkowoeuropejskie śniegi  Luftwaffe, tfu Lufthansa dowiozła mnie cało i zdrowo. Jako, ze byłem w delegacji nie miałem pełnej możliwości skosztowania tego co w Dublinie najciekawsze i najlepsze, jednak w miarę możliwości starałem się zobaczyć to i owo.

Kulinarny Dublin to niewątpliwie ciekawe miejsce. Miasto jest delikatnie multi-kulti (nie mówię o naszych rodakach, bo oni knajp z pierogami nie prowadzą), ale o różnego rodzaju perso-malezjo-tajo-italiano-tapaso knajpach, których nie brakuje.  Taki mix jest może ciekawy dla znudzonych własną kuchnią lokalsów. Ja chciałem posmakować wszystkiego co irlandzkie. Koniec końców wybór okazał się przyjemny.

Ale nie potrawach będzie mowa...

Irlandia, w sumie chyba słusznie  kojarzy nam się z Guinessem. To nazwisko i również smaczne piwo czyni ten kraj czymś ciekawym. Swoją drogą ciekawostka... Bez rodziny Guiness chyba nie byłoby tego wolnego kraju. Rodzina ta zdaje się być sponsorem wszystkiego co irlandzkie. I tak... Wzbogacając się na produkcji fenomenalnego piwa, stają się społecznikami  Po uzyskaniu niepodległości przez Irlandię w latach 20 ubiegłego wieku fundują wszystko. Zwiedzając Dublin dowiadujemy się  ze każdy ważny park, pomnik, budynek i miejsce, istnieje prawie tylko i wyłącznie dzięki szczodrości tego rodu. Teraz czas na przyjemną ciekawostkę .. Dublin szczyci się znanym w całej Europie Trinity Collage. Miejsce rzeczywiście ładne. Wiąże się z nim mila studencka tradycja. Otóż  lata temu założono tam stołówkę  Żeby wzbogacić duchowe życie studenckiej braci Guiness sponsorował darmowe piwo dla studenta do kolacji. Tradycja trwa do dziś  Wieża zegarowa każdego dnia wygrywa kurant wzywający na kolacje o godz. 18. Każdy może dostać Guinessa. Mały szkopuł- Guiness wycofał się z darmowego podarunku (rodzina Guiness ma tylko kilka proc udziałów w firmie) a pozostali udziałowcy nie godzą się na prezenty. Za piwo płaci uczelnia, kontynuując piękny zwyczaj.

Guiness jest obecny również w kuchni. Najprawdziwszy irlandzki gulasz koniecznie musi być ugotowany na tym zacnym trunku!

Kolejna piękna rzecz, która mi zaimponowała to black pudding czyli mówiąc krotka popularna polska kaszanka. Nasi katoliccy bracia zajada się tym przysmakiem na śniadanie  Daleko temu do polskiej świeżutkiej kaszanki czy łódzkiego czarnego, ale w dalszym ciągu smak bije o głowę ohydną hiszpańską kaszankę nazwaną morcilla!

Kilka słów o animozjach angielsko - irlandzkich. Wygląda to cudnie! Za dowód niech świadczy kuchnia. Przez ostatnie dwa dni zajadałem się Irish breakfast składającym się z jajek, bekonu, fasolki,pieczarek i wspomnianego wyżej black pudding. Rożnica z English breakfast-jak widać powyżej. Po śniadaniu Irish breafast tea łudząco podobne do odpowiednika zza klifu. Cóż, nie lubią się. Najważniejsze  ze nie wpadli na pomysł realnego zastąpienia języka angielskiego, irlandzkim. Węgrzy mieliby szanse zostać drugim najmniej. zrozumiałym językiem Europy!

Na zakończenie kilka slow o ajrisz pabach, również popularnych w Polsce.  Miejsca te urzekają mnie. Nie jest to coś w stylu pub-u w Anglii  gdzie jedzenie z rzadka bywa świeże  W irlandzkich pubach kuchnia jest pachnąca  Strawa może prosta, ale zawsze świeża  Dla połechtania waszych podniebień  zjadłem jagnięcy gulasz po irlandzku. Całość dopełniła tylko świeżość pochodząca z dużej ilości rozmarynu... no i oczywiście Guiness :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz