San Cristobal de las Casas jest może i ładnym, kolorowym miastem, jak wiele w Meksyku, ale jest też opanowany prze turystów a co za tym idzie uszedł już z niego naturalny i lokalny duch. Miasto przypomina jeden wielki bazar z pamiątkami i turystycznymi knajpami. Bardzo uroczy bazar, ale próbowaliśmy na chwilę od niego uciec do miasteczka San Juan Chamula położonego 10km dalej i opisanego w przewodniku jako uwaga - niebezpieczne. I trafiliśmy w środek kolejnego bazaru, tym razem nieco bardziej oryginalnego, bo miejscowi noszą się dość specyficznie w czarnych futrzanych spódnicach i tunikach (bez względu na płeć i 30 stopniowy upał) ale nadal pełnego turystów i średnio groźnie wyglądającego. Większość mieszkańców albo zajmowała się handlem na głównej ulicy albo spaniem na placu pod kościołem, w futrzanym wdzianku i pełnym słońcu. Po wizycie w domu tutejszego Boga zrozumieliśmy zamiłowanie do drzemek, które powodowało nadużywanie substancji je wywołującej, dla niektórych świętej- alkoholu.
Dom lokalnego Boga i Świętych, bo kościołem się tego nazwać, nie da, był bardzo świątecznie udekorowany z podłoga całkowicie wysypaną sianem, na której o zgrozo paliło się morze świeczek (przyklejonych woskiem do podłogi), przed którymi modlili się bądź pili wódkę miejscowi. Zamiast ołtarza były 3 kolorowo ubrane postaci w tym Jezus w mundurze, obie ściany również zdobiły rzędy kolorowych i dość osobliwie wyglądających świętych, ławek i wody święconej nie znaleźliśmy. Dym świec i opary alkoholu, ludzie na ziemi w prawie transie, Chrystus w mundurze na ołtarzu, jedynym sukcesem tutejszej chrystianizacji było chyba wybudowanie miejscowego kościoła. Księdza też nie było. Może chodził w mundurze po pobliskiej selvie ...
San Cristobal jest naprawdę ładny
Huevos rancheros czyli sadzone z salsą
I miłości do fast foodów
San Juan bazar










Tylko pozazdroscic!!!!
OdpowiedzUsuńMilych wakacji zycze!!!
Pieknie opisujecie to wszystko,czuje sie te atmosfere i smak.