czwartek, 8 stycznia 2015

Kej Kolker - go slow

Czyli jedno z wielu belizyjskich  caye, małych, a nawet maleńkich, wysepek gdzie chodzi się bez butów w zwolnionym tempie, zamiast samochodów jeżdżą wózki do golfa i każdy jest Twoim nowym kumplem. Caye Caulker w najszerszym miejscu ma może 500 m i może z 1,5 km długości, wokół morze zawsze tak samo spokojne. Wiało potwornie, ciężko było spać od szumu palm, ale fal nie było dzięki znajdującej się kilkaset metrów od brzegu rafie barierowej. Płynąc do Caye nie wiedzieliśmy na początku co widzimy na horyzoncie, wyglądało to jak długa na kilkaset metrów ogromna fala i do tego towarzyszył jej potworny szum, to właśnie bariera dzięki której wysepki mogą w ogóle istnieć. Nurkowanie wokół bariery nie jest tak kolorowe jak na Filipinach, ale za to łatwo spotkać ogromne żółwie, płaszczki i rekiny.

Niewiele więcej można napisać o Caye Caukler ponad to, że jest to miejsce o urodzie rajskiej wyspy ze sceną kulinarną godną sporej metropolii i bardzo życzliwymi ludźmi. Specjalnością jest homar (sezon trwa dość długo, jesienią i zimą do lutego) najczęściej grilowany albo w ceviche. Dobre są praktycznie wszystkie knajpy, nastawione głównie na amerykańskich turystów. Jest ich masa. Caye wygląda trochę jak miejsce schadzek opalonych nastolatków i podtatusiałych hipisów, klimat warty krótkiego pobytu i dostosowania się do motto wyspy - go slow!






Klasycznych plaży na Caye nie ma, do wody wskakuje się z pomostów


Główne zajęcie na Caye - patrzenie w dal

Drugie główne zajęcie - picie drinków, przeważnie na bazie lokalnego rumu, np. Rum Punch - wyborny!

Lobster kebab i ryż z fasolką, Belize na talerzu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz