piątek, 9 stycznia 2015

Meksyk - Gruzja zachodniej hemisfery?

Czym dłużej podróżujemy po Meksyku, tym bardziej dochodzimy do wniosku, że trafiliśmy do absolutnego kulinarnego raju. W zasadzie nie da się tu zjeść źle - przez prawie 10 dni pobytu w samym Meksyku ani razu nie zjedliśmy posiłku, który mógłby być nazwany nawet średnim. Podczas stacjonarnego, dwudniowego pobytu w Tulum na wybrzeżu doszliśmy do wniosku, że Meksyk zasługuje na miano bycia Gruzjom Zachodniej półkuli. Dużą rolę odegrały w tym rożne ceviche i owoce morza jedzone w miasteczku. Czy a la plancha (z grilla) czy surowe zawsze były super świeże i w dużej ilości.

Podobieństw w kuchni jest mnóstwo:
- w obu krajach złych knajp (i ulicznych bud) po prostu brak - nie mają one racji bytu
- porcje serwowane w knajpach odbiegają może formą od tego co promuje przewodnik Michelin, co innego jednak, gdy idzie o smak ;)
- obie kuchnie opierają się na świeżych warzywach - i tu, i tam na stołach króluje pomidor, cebula oraz kolendra (w Meksyku dodatkowo skropiona dużą ilością limonki)
- w obu państwach na stołach króluje mięso i znakomite wybory nabiałowe - meksykańskie sery z Oaxaki są naprawdę genialne (samo nasuwa się porównanie do sulgumi)
- lokalna ludność obu państw uwielbia jeść - co do Gruzji nie trzeba przytaczać statystyk otyłości, wystarczy krótki spacer po Tbilisi, Meksyk natomiast ustępuje w statystykach jedynie Amerykanom ;)
- do jedzenia podchodzi się z miłością, bez niej nawet największa porcja kiepsko smakuje.

Z kulinarnego punktu widzenia nie mogliśmy trafić do lepszego miejsca. Szkoda tylko, że do Meksyku tak daleko. Na szczęście pozostaje nam bliższa nieco Gruzja...


Zupa rybna, na zdjęciu pół porcji, nie daliśmy rady zjeść więcej.


Sok z kokosa w miłym otoczeniu, zawsze!


Objawienie wyjazdu - knajpy rybne w Tulum, ta na zdjęciu i el Camello


Ruiny w Tulum


Obiad Karola czyli kilogram surowych owoców morza w Camello


Kreweteczki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz