Na zakończenie hiszpańskich opowieści nie możemy nie wspomnieć o głównym powodzie wyboru stolicy kraju Basków na odpoczynek - pintxosach. Pierwszy raz w Donostii byliśmy w 2011 r. i obiecaliśmy sobie, że wrócimy, aby zjeść więcej. Takiego wyboru tapasów jak w San Sebastian nie ma nigdzie indziej. Bary zaczynają zapełniać lady z samego rana by w godzinach popołudniowych nie było na nich ani jednego wolnego od jedzenia miejsca. Dostajemy talerzyk i sami sobie wybieramy, do tego lampka wina, gwarno i tłoczno i pora na kolejny bar. Można tak spędzić całe popołudnie i noc a nawet zacząć rano. W sąsiednim francuskim Biarritz nie ma już takiej różnorodności i atmosfery. Strona hiszpańska kraju Basków zdecydowanie wygrywa. Niestety zdjęcia zostały na komputerze w domu, który w tej chwili jest od nas oddalony o ok 8 tys km gdyż właśnie zaczynamy podróż po kulinarnym raju a może i raju w ogóle.
Przez chwilę było ryzyko, że tu nie dojedziemy, bo akurat w dniu naszego wylotu spadł śnieg i sparaliżował okolice Brukseli i Antwerpii, pod Bredą przebijaliśmy się już prawie przez zaspy a do lotniska w Amsterdamie nadal był kawał drogi, ale udało się i po 12 godzinnym locie wylądowaliśmy w ... Wpierw muszę jednak dodać krótki komentarz o liniach lotniczych, którymi podróżowaliśmy - ArkeFly (czyli Jetair, czyli Tui). Naczytaliśmy się tysiąca negatywnych opinii, że ciasno, że niemiła obsługa, że dziadostwo i nic z tego się nie potwierdziło. Linie są zupełnie normalnym charterem z przemiłą obsługą. Fakt za wszystko trzeba dopłacać (oprócz wody i jednego ciepłego posiłku), ale byliśmy na to przecież przygotowani i nie spodziewaliśmy się lotu business klasą. Wniosek jest taki, że negatywne opinie widocznie piszą negatywni pasażerowie, którzy sami są niesympatyczni a nie obsługa.
Spotkany w busiku z lotniska lokalny pasażer przytoczył nam następujące powiedzenie: Kanada jest ogrodem USA, USA są podstawą domu a Meksyk jego patio. Witamy na patio - jesteśmy w Meksyku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz