poniedziałek, 29 grudnia 2014

Sabores Poblanos

Zwiedzanie zaczęliśmy od Puebli. Chcieliśmy czegoś więcej niż szmaragdowe wody Morza Karaibskiego i palm. Bez żalu zostawialiśmy Cancun, które oprócz wybrzeża pełnego gigantycznych hoteli nie miało, przynajmniej dla nas, wiele do zaoferowania. Początkiem niech zatem będzie śniadanie w Puebli. I tu ponownie muszę napisać małe dementi. Lonely Planet dość sceptycznie pisze o lotnisku w tym mieście co budzi moje podejrzenia, że nikt z redaktorów przewodnika na nim nie był. Lotnisko jest malutkie, ale zupełnie nowe i z absolutnie bezproblemowym transportem do centrum (linia lotnicza Volaris ma własne autobusy, jak nie leci się Volarisem czekają oficjalne taksówki). Dużo gorsze wrażenie zrobiło na nas lotnisko w Cancun gdzie bardzo długo czekaliśmy na bagaż a kolejka do kontroli celnej przypominała tą na przejściu w Medyce. Ale wróćmy do Puebli i sabores poblanos.

Niepewnie udaliśmy się na bazar, który wyglądał z zewnątrz bardzo nowocześnie i sterylnie. Przy wejściu mało osób, włączyły się wątpliwości. Zniknęły jak weszliśmy między stoiska, nagle zrobiło się dość ciasno a gliniane misy z sosami same krzyczały zjedz mnie. Jednak na pierwszą randkę z kuchnią meksykańską wybraliśmy quesadillas z czarnej kukurydzy z polędwicą, serem i piekielnie ostrą papryką, i zielony soczek a raczej litr soku. Powoli uczyliśmy się, że meksykańskie poczucie sytego posiłku ma niewiele wspólnego z europejskim, wszystko było dwa razy większe. Wielkość porcji i ilość fast foodów trochę kazała nam myśleć o wielkim bracie na północy. Głodni na pewno chodzić nie będziemy. A śniadanie było wyborne.

Sama Puebla jest miastem przyjemnym, wartym wizyty dla kaplicy Rosario w kościele Santo Domingo zrobionej z 24 karatowego złota i łączącej motywy chrześcijańskie z miejscowymi. Specjalnością miasta jest podobno taco arabe czyli mięso jak na kebab w picie albo tortilli, ale doprawione już po tutejszemu, spróbowaliśmy w barze instytucji - Las Ranas. Było pycha. Pół dnia jednak wystarczy, byliśmy już ciekawi Oaxaki.


Śniadanie

Kaplica Rosario
Niektórzy uciekają od zimy, inni jej pragną
Pasita czyli likier z kawałkiem sera w środku i ...
Koniki polne, zupełnie bez smaku



Taco arabe- produkcja

Taco arabe - konsumpcja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz