Chciałabym postawić tezę, że to, co zwierze je za życia dobrze do niego pasuje też na talerzu, nie wiem jednak czy nie jest ona zbyt brutalna i zbyt ogólne, niemniej jednak w przypadku wieprzowiny sprawdza się idealnie. Gdyż wieprzowina nie lubi wyszukanych dodatków, świetnie się odnajduje w towarzystwie rodzimych warzyw i owoców a ponad wszystko w kuchni naszej i wschodnich sąsiadów najczęściej występuje w towarzystwie ziemniaka. W jednym z sąsiadujących z Polska krajów duet ten ma szczególne znaczenia, a nawet można powiedzieć, że dla przyjezdnego cała kuchnia wydaje się na nim oparta - witam na Litwie.
Od Wilna dzieli nas zaledwie 50 min postnego lotu, ale nie będę tu pisać o dietetycznej polityce PL LOT, po których lądujemy niby tak blisko Polski a jednak już w innej strefie wpływów. Patrząc na obskurne bloczyska gdzie każdy balkon jest obudowany w inny sposób i równie zaniedbany można się trochę poczuć jak jeszcze dalej na wschodzie. Do tego pogoda też niestety tym razem temu bliskiemu sercu każdego Polaka miastu uroku nie dodawała. Było pochmurnie i deszczowo, co w towarzystwie ww. bloków sprawiało wrażenie smutku i zapomnienia. I co by tu zjeść, aby poczuć się trochę lepiej?
Wizyta w Wilnie była krótka, ale pierwszego dnia udało się znaleźć chwilę na odwiedzenie lokalnej knajpy. Pobyt na Litwie nie może być udany bez cepelinów faszerowanych wieprzowiną, pływających w skwarkach i oblanych śmietaną popitych świeżym kwasem chlebowym. Wszystkie cepeliny, które do tej pory na Litwie udało mi się zjeść zawsze były tak samo domowe, pyszne i tłuste niemiłosiernie. W pewnym momencie to wszystko, mięso, tłuszcz, śmietana i ciasto miesza się na talerzu tworząc niezbyt estetyczną abstrakcję, czerpiąc w motywów przewodnich tego wpisu, talerz zaczyna przypominać mały chlewik, ale właśnie taka mieszanka jest najlepsza i niskokaloryczną być nie może. Dla spragnionych jeszcze więcej ziemniaka w karcie znajdą się zawsze wszelkiego rodzaju zapiekanki, placki a nawet pizza na spodzie z tego bulwiastego warzywa. Do wszystkiego kwas, kwas i jeszcze raz kwas, pyszny, kwaśmy, słodzony rodzynkami z odrobiną kminku, pomaga w trawieniu . ziemniaków, leczy skutki dnia poprzedniego, w upały świetnie gasi pragnienie, taki kwas chciałabym móc kupić u nas. Powszechny w sprzedaży w Polsce karmelizowany ulepek, z chlebem ma niewiele wspólnego i leczniczymi właściwościami oryginału tym mniej. W menu zabrakło tym razem wędzonych uszu, świńskich rzecz jasna, które pokrojone w cienkie paseczki są świetną przegryzką, ale akurat w odwiedzanym lokalu nie mieli, albo może wstydzili się mieć .
O bezpodstawnym litewskim wstydzie kulinarnym muszę wspomnieć. Litwini, którzy organizowali mój pobyt w trakcie tej parodniowej wizyty unikali wszelkich powiązać ze swoją narodową kuchnią. W hotelu na śniadanie były wszelkie możliwe rodzaje sałat, francuskich serów, śledzi i english breakfest, z rzeczy litewskich niezbyt okazała ilość ciemnego wileńskiego chleba. Na obiady i kolację gospodarze bezwzględnie trzymali się dań z łososia unikając wszelkich nawiązań do lokalnej kuchni. Zapytani przez Karola parę miesięcy wcześniej podczas jego wizyty w Wilnie, dlaczego nie ma kuchni litewskiej odpowiedzieli, że jest za tania. Czy jednak tania oznacza aż tak złą, aby się jej wstydzić przed przyjezdnymi? Oj towarzysze litewscy jedzcie łososia, ale nam dajcie tłuste cepeliny, tanie, sycące i pyszne!
środa, 30 października 2013
Świnia i ziemniak dobrana para
wtorek, 15 października 2013
Bliska podróż po odległe doznania smakowe
Zakładaliśmy, że na blogu o zdarzeniach kulinarnych w Polsce pisać nie będziemy m.in. nie chcemy robić konkurencji licznej grupie blogerów, którzy już to czynią a także ponieważ niestety mało miejsce oferujących egzotyczne smaki w naszej ojczyźnie na wpis zasługuje. Nie jest bardzo źle i coraz więcej smacznych wyjątków z daleka zagląda do polskich miast wspominając choćby w Warszawie nepalską budę na Górczewskiej z niebiańskim paneerem w czosnku, gruziński Ararat na Sąchockiej gdzie wino leje się dzbanami czy mniej egzotyczną Klukovkę z kuchnią jak zza wschodnią granicą.
Czasami dobrze jest skorzystać z służbowego zaproszenia. Większość to dość sztywne imprezy z ubogą kuchnią i hymnem państwowym w tle, ale są i wyjątki. Ok. 2 tygodnie temu w najzimniejszy dotychczas dzień jesieni szybkim krokiem udaliśmy się do Arkad Kubickiego na imprezę promującą chilijski eksport poprze degustację tamtejszej ... kuchni. Zacna idea. Smaki Chile odbyły się do tej pory 7 razy w państwach potencjalnych importerów chilijskich dóbr. Dziękujemy obecnej władzy, że pozwoliła myśleć Chilijczykom, że i Polska do tej grupy należy.
W prawie mrozie i o zmierzchu zmierzając na miejsce pocieszaliśmy się myślą, że może będzie pisco sour i spekulowaliśmy czy pojawią się przegrzebki. Jak zwykle męski pierwiastek pełen optymizmu przyspieszał kroku marząc o pisco a żeński wciskając ręce w kieszenie z zimna coś pod nosem przebąkiwał, że przegrzebki za drogie jak na taki event.
Od opisu do meritum pora przejść. Na wejście rząd kelnerów oferujących chilijskie wina i pisco sour. Powiało optymizmem. Namierzywszy znajomych zaczęliśmy swobodną konwersację przy drinku gdy pojawiły się Panie niosące przegrzebki w w czosnku z salsa verde, robiło się coraz milej. Po przegrzebkach było ceviche z ośmiornicy i krewetka na musie z awokado, do popicia bardzo esencjonalny bulion z grzybów, właściwie shot jak do wódki doprawiony wędzoną papryką. Szczęśliwi kulinarnie ci Chilijczycy mając wybór produktów z paru stref klimatycznych na terenie jednego państwa.
I wtedy na końcu sali otworzyły się ciężkie kotary za którymi ukazało się kolejne pomieszczenie zastawione stolikami przygotowanymi na kolację dla kilkuset osób, po której wszyscy chcieliśmy krzyczeć viva Chile, viva Pilar Rodriguez(szefowa kuchni). Zdjęć nie wypadało robić więc zakosiliśmy menu i wrzucamy parę przepisów z książki kucharskiej, którą dostaliśmy na wyjście (kolejny świetny pomysł promocji kraju).
Kilka słów o kolacji - była idealna, absolutnie odlecieliśmy na 2 godziny na zachodnią półkulę. Na przystawkę zupa z wędzonych owoców morza, pomysł do powtórzenia w domu, wystarczy do zwykłej, albo i niezwykłej, zupy z owoców morza dorzucić trochę wędzonki i zaostrzyć świeżą chili i jest. Potem łosoś z kruszonką na komosie ryżowej i jagnięcina z bobem, ziemniaczkami i ciemnym sose. Na deser domowej roboty lody, wyśmienite, inne wino do każdego dania. Chardonnay do łososia smakowało liśćmi tytoniu (wiem bo w dzieciństwie eksperymentowałam z tytoniem do fajki taty, pachniał i smakował podobnie), Syrah do jagnięciny był natomiast głęboki i zabójczo mocny, na koniec kieliszeczek pisco.
Wychodząc razem z innymi rozbawionymi szczęściarzami wieczór wydał się jakby cieplejszy a lądowanie z powrotem w polskiej rzeczywistości zupełnie przyjemne.
Ajiaco (dla 6 osób):
400 gramów pieczeni wołowej
20 ml oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
300 gramów pokrojonej cebuli
100 gramów marchewki pokrojonej w paski
50 gramów czerwonej papryki w paskach
700 gramów obranych ziemniaków, pokrojonych w ćwiartki
3 litry bulionu wołowego
6 jajek
Przyprawy: kolendra, chili, sól, czerwona papryka, kminek mielony, oregano, liście laurowe
Wykonanie:
Przygotować pieczeń, gotową pokroić na małe kawałki
Cebulę z czosnkiem zeszklić na oliwie i dodać pokrojoną marchewkę i paprykę. Dodać przyprawy oprócz świeżej kolendry i chili. Dodać pokrojone ziemniaki i podsmażyć chwilę.
Następnie dodać mięso i bulion i gotować 20 min
Podawać wykładając mięso i warzywa na talerz, zalewać bulionem a na wierzch położyć jajko ugotowane w koszulce w międzyczasie w części odlanego bulionu.
Ceviche z łososia (dla 4 osób):
2 filiżanki surowego łososia pokrojonego w małe kawałki
szczypiorek wedle uznania
pokrojona czerwona papryka wedle uznania
50 ml soku z cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżeczki świeżego chili
1/2 filiżanki kaszy quinoa
1/2 pomidorów posiekanych w drobną kostkę
2 łyżki kolendry
mieszanka sałat
Wykonanie:
Wymieszać łososia z papryką, szczypiorkiem, solą, świeżą chili, sokiem z cytryny i trochę oliwą z oliwek.
Ugotować quinoa i doprawić sokiem z cytryny, świeżą kolendrą, oliwą z oliwek, solą, pieprzem i dodać pokrojone pomidory.
Na liściach sałaty skropionych cytryną ułożyć quinoę, na niej łososia. Chłonąć wszystkimi zmysłami!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


