piątek, 29 sierpnia 2014

Po przerwie

Długo nie pisaliśmy co wcale nie oznacza, że nie jeździliśmy czy nie chodziliśmy po knajpach. Wyjazdy były i owszem, ale przeważnie krótkie i służbowe a jak się kończyły nie było czasu na pisanie ponieważ zajmował nas całkowicie projekt roku albo i dekady czyli nasz własny ślub, w tym oczywiście komponowanie menu idealnego na ten wielki dzień a raczej dni.

Z ciekawszych krótkich wyjazdów odzwiedziłam służbowo Sofię. Wszyscy łapali się za głowy i mówili, że niczego dobrego tam na pewno nie znajdę a było wspaniale również kulinarnie. Kuchnia nie jest jeszcze zepsuta komercja, dania są proste, sycące i naturalne a rakija dobrze rozgrzewa. Wszelkie zapiekane mięsą i warzywa były pyszne. Niestety kuchnia bułgarska najlepsza jest na miejscu i w Warszawie już o dobrą knajpę ciężej.

Była też majówka w Genewie i Lyonie. W Genewie już na lotnisku powitał nas zapach sera, który później wielokrotnie spożywaliśmy w formie płynnej - fondue. Czy to z chlebem czy gotowanym zuemniaczkiem zdcydowanie jest to jedno z najprostszych dań świata i niestety bardzo drogich. Zresztą cała miejscowa kuchnia okazała się bardzo minimalistyczna a ceny wyższe nawet w sieciówkach z samego faktu przebywania w tym górzystym kraju. Z ulgą powitałiśmy Lyon, która zamieniła się w przerażenie po spróbowaniu specjału lokalnej kuchni  - onduillette czyli flaków we flaku przyrządzonych w wyjątkowo śmierdzący sposób. Danie dla odwarznych jak i sama wizyta w tadycyjnej lyońskiej gospodzie zwanej bouchon. Mieszkańcy Lyonu jakby zapomnieli o wykwitności kuchnii francuskiej i upodobali sobie wszelkie odpadki pochodzenia zwierzęcego - racziczki, uszka, skórki etc. Na szczęście była też tarta z pralinkowym kremem i świetny bazar starości co poleppszyło nasze humory.

Były też błyskawiczne Ateny z nocną wizytą w polecanej przez mieszkańców knajpce koło Parlamentu. Były bosko - młoda kozina konkurowała z zapiekanym z boczkiem i miodem białym lokalnym serem. Wizyta była bardzo szybka i pozostawiła zdecydowany niedosyt kuchnii greckiej zapowiadającej się bardzo kusząco.

A teraz ślub już za nami, przeprowadzka do Brukseli w toku i udało się znaleźć tydzień na wizytę w Hiszpanii i wreszcie czas na pisanie. Będzie więc o madryckiej kanapce z kalmaramii, prosiaczku z Segovii i stolicy pinxtosów San Sebastian, będzie smacznie.






 
Zamiast tortu



                                                          3000 kalorii i tyle samo smaku

 
prosto i ... drogo

 
Bouchon - na pierwszym planie salceson i zupa cebulowa

 
Tarta pralinkowa